30 mln litrów gazu poza systemem
Śledztwo prowadziła Prokuratura Regionalna w Łodzi wspólnie z CBŚP. Według ustaleń działały dwie zorganizowane grupy przestępcze kierowane przez dwóch 53-latków. Jedna z grup miała działać głównie na terenie woj. łódzkiego, śląskiego i małopolskiego. Druga obejmowała także woj. wielkopolskie, mazowieckie, podlaskie i lubelskie.
Mechanizm miał być prosty, ale bardzo dochodowy. W dokumentach wpisywano mniejsze ilości sprzedawanego gazu LPG niż faktycznie trafiało do odbiorców. Reszta paliwa znikała poza oficjalnym obiegiem. Według śledczych do obrotu mogło trafić co najmniej 30 mln litrów gazu LPG, od którego nie odprowadzono należnych podatków.
Cysterny jeździły na Łotwę i Litwę
Część paliwa miała pochodzić z Litwy i Łotwy. Polskie cysterny tankowały tam gaz w procedurze zawieszonej akcyzy. W papierach wpisywano, że transport jedzie dalej - do Czech albo na Słowację. W rzeczywistości jednak, jak ustalili śledczy, za granicę trafiały jedynie dokumenty.
- Faktycznie nierozładowane cysterny wracały do Polski i niefakturowany gaz był dostarczany do licznych, uczestniczących w procederze stacji LPG
- przekazał Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi.
Śledczy ustalili też, że część gazu była formalnie gazem grzewczym, którego przeznaczenie później nielegalnie zmieniano.
Gotówka z lewego paliwa miała wracać do „centrali”
Według prokuratury grupy działały jak rozbudowane przedsiębiorstwa. Każdy miał swoje zadanie - od kierowców cystern, przez przedstawicieli handlowych i kasjerki, po osoby odpowiadające za dokumentację. Gotówka za nielegalny gaz miała trafiać do firm kontrolowanych przez organizatorów procederu, a później być dzielona pomiędzy uczestników grup.
Na nielegalnym paliwie korzystać miały również stacje LPG, które kupowały gaz po niższych cenach.
Pranie pieniędzy i zbrodnia fakturowa
Lista zarzutów jest bardzo długa. Oskarżeni odpowiadają m.in. za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, przestępstwa karno-skarbowe, wystawianie fikcyjnych faktur, poświadczanie nieprawdy w dokumentach i pranie brudnych pieniędzy. W części przypadków śledczy postawili także zarzuty tzw. zbrodni fakturowej. Najpoważniejsze zarzuty zagrożone są karą nawet do 25 lat więzienia.
Skala śledztwa jest ogromna. Same akta sprawy liczą ponad 350 tomów, a akty oskarżenia mają ponad 2250 stron. Ekspertyza przygotowana przez Łódzki Urząd Celno-Skarbowy wskazuje, że Skarb Państwa mógł stracić niemal 24 mln zł. W tej kwocie znajduje się m.in. blisko 11 mln zł akcyzy, ponad 10,3 mln zł VAT i ponad 2,5 mln zł opłaty paliwowej.
Prokuratura chce też, by finansowe konsekwencje afery poniosły nie tylko osoby oskarżone, ale również spółki powiązane z organizatorami procederu. Śledczy skierowali do sądu wnioski o objęcie odpowiedzialnością dwóch firm zarządzanych przez 53-latków uznawanych za szefów grup przestępczych.
Chodzi o przepisy kodeksu karnego skarbowego, które pozwalają domagać się od spółek zwrotu części korzyści osiągniętych dzięki przestępczej działalności. Prokuratura chce także, by firmy zapłaciły grzywny orzeczone wobec pracujących w nich osób uczestniczących w procederze.
Już na etapie śledztwa zabezpieczono należące do tych spółek pieniądze - łącznie 1,3 mln zł.
Komentarze (0)