- Można powiedzieć, że to jest takie europejskie centrum wszczepiania zastawek serca. Jesteśmy w tym mistrzami Europy
- podkreślano podczas spotkania w pracowni hemodynamiki ICZMP.
Światowy Dzień Serca kojarzy się przede wszystkim z zawałem, miażdżycą i nadciśnieniem. Tymczasem problemy z sercem mogą zaczynać się jeszcze przed narodzinami.
W Polsce każdego roku rodzi się około 3 tys. dzieci z wrodzoną wadą serca. Około jedna czwarta wymaga interwencji już w pierwszym okresie życia. W samym Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w 2025 roku przyszło na świat około 180 noworodków z wrodzoną wadą serca, z czego 90 było operowanych jeszcze w okresie noworodkowym.
- Naszym celem jest oczywiście walka o życie, ale także o jakość tego życia. Chcemy, żeby nasi pacjenci cieszyli się dzieciństwem, wybierali swoją drogę i realizowali marzenia
- podkreśla prof. Iwona Maroszyńska, dyrektor ICZMP.
Kiedy zaczynają gorzej znosić wysiłek
Jednym z obszarów, w których specjalizuje się łódzki ośrodek, jest przezskórne leczenie dysfunkcji zastawki płucnej. Dotyczy ono często osób z wrodzonymi wadami serca, które pierwszą operację przeszły już jako noworodki lub niemowlęta.
Po latach może dojść u nich do niedomykalności zastawki.
- Pacjenci najczęściej po prostu zaczynają gorzej się czuć, gorzej tolerują wysiłek. Mogą pojawić się zaburzenia rytmu serca, duszności czy omdlenia. I wtedy wkraczamy my
- mówi dr Wojciech Karolak z Kliniki Kardiologii ICZMP.
Do niedawna w wielu takich przypadkach pozostawała operacja kardiochirurgiczna. Dzisiaj część pacjentów może uniknąć otwierania klatki piersiowej.
Zastawka trafia do serca przez żyłę udową. Lekarze wprowadzają ją za pomocą specjalnego systemu, prowadząc go przez naczynia aż do właściwego miejsca w sercu.
- Nie ma konieczności rozcinania mostka i klatki piersiowej ani stosowania krążenia pozaustrojowego. Pacjent przychodzi, ma zabieg i po trzech dniach wychodzi do domu
- tłumaczy dr Joanna Młodawska z Kliniki Kardiologii ICZMP.
Wie o tym doskonale Rafał Latowski, ojciec 13-letniego Adasia. Chłopiec urodził się z tetralogią Fallota i od początku jest leczony w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki.
- W wieku dwóch lat przeszedł tutaj operację na otwartym sercu, która na tamten moment praktycznie uratowała mu życie. Później miał jeszcze kilka zabiegów, ale już wykonywanych przez cewnikowanie. W pewnym momencie groziła mu kolejna operacja na otwartym sercu, bo trzeba było wymienić zastawkę płucną. Pojawiły się jednak nowe zastawki, które można wszczepić przez cewnikowanie
- opowiada Rafał Latowski.
Jak mówi, różnica dla pacjenta i jego rodziny jest ogromna.
- Przyszliśmy do szpitala i praktycznie w ciągu tygodnia byliśmy z powrotem w domu. Wszystko odbyło się spokojnie, bez komplikacji i bez żadnych problemów
- dodaje ojciec chłopca.
W Łodzi mają wszystkie trzy rodzaje zastawek
To, co wyróżnia łódzki ośrodek, to możliwość korzystania z kilku różnych typów zastawek i dobierania ich do anatomii konkretnego pacjenta.
ICZMP ma dostęp do trzech typów samorozprężalnych zastawek stosowanych w pozycji płucnej: PULSTA, Harmony i Venus. Dzięki temu lekarze nie muszą dopasowywać pacjenta do jednego dostępnego rozwiązania.
- Mając wszystkie trzy zastawki, podczas jednej procedury jesteśmy w stanie dobrać tę właściwą i nie odsyłać pacjenta do innego ośrodka
- podkreśla dr Joanna Młodawska.
Łódź jest pod tym względem jednym z najbardziej doświadczonych ośrodków. Według danych kliniki w całej Polsce wszczepiono dotąd 51 zastawek PULSTA, z czego aż 35 w ICZMP. W Łodzi wszczepiono również 24 zastawki Harmony.
- Myślę, że między 200 a 300 wszczepiłem tych zastawek. W naszym ośrodku wykonujemy rocznie około 40-50 takich zabiegów. To jedna z największych liczb w Europie
- mówi prof. Tomasz Moszura, kierownik Kliniki Kardiologii ICZMP.
Najmłodsza pacjentka miała pięć lat
Najmłodsza dziewczynka, której w Łodzi wszczepiono zastawkę samorozprężalną, miała pięć lat. Najmniejszy pacjent ważył 21 kilogramów. Przy jeszcze mniejszych dzieciach ograniczeniem jest średnica żyły udowej, przez którą trzeba wprowadzić cały system.
- Trzy lata temu nie moglibyśmy tym dzieciom pomóc. Dzisiaj mamy dwie dodatkowe zastawki, które obejmują ogromną grupę pacjentów. Liczę, że kolejnym krokiem będą jeszcze mniejsze systemy wprowadzające, dzięki którym będziemy mogli leczyć dzieci o mniejszej masie ciała
- mówi dr Joanna Młodawska.
Prof. Tomasz Moszura podkreśla przy tym, że ważne jest, aby nie zwlekać z leczeniem. Jeśli dojdzie do trwałego powiększenia prawej komory czy poważnych zaburzeń rytmu, części zmian nie da się już cofnąć.
Jeśli jednak zabieg zostanie wykonany w odpowiednim momencie, młodzi pacjenci mogą odzyskać sprawność, której wcześniej im brakowało.
- Najbardziej cieszy nas, kiedy pacjent przychodzi na kontrolę, robi próbę wysiłkową i widzi, że stać go na znacznie więcej. Może wrócić do sportu, aktywności i mówi po prostu, że lepiej się czuje. Statystyki są ważne, ale poprawa jakości życia pacjenta jest najbardziej satysfakcjonująca. To jest po prostu magia
- dodaje dr Joanna Młodawska.
Komentarze (0)